Chciałabym znów poczuć dotyk na mej skórze.
Zwyczajny a jednocześnie niezwyczajny.
Taki tylko mój,tylko dla mnie.
Dotyk mówiący o oddaniu,o trosce o drugą osobę.
Tak niewiele a jednak wiele.
Chciałabym znów czuć się w pełni kobietą.
Uwielbianą i potrzebną.
Kobietą,bez której ktoś nie może żyć.
Chciałabym znów czuć policzki przytulające się do moich i tak czule gładzące je.
Chciałabym widzieć oczy mówiące:"Tak bardzo tęskniłem","Tak bardzo mi zależy".
I uśmiech taki szczery,kochający.
Taki,który pociesza w najgorszej chwili.
Taki dodający chęci do życia...
Nie wiem czy sprecyzuję to co chcę napisać,tak że ktoś to zrozumie.Moja koleżanka kiedyś napisała na swoim blogu:samym nie można być nigdy,samotnym owszem.Idąc ulicą mijamy tylu ludzi.Szczególnie w dużym mieście.Czy siebie zauważamy?Coraz rzadziej.Mkniemy tylko w swoim kierunku i coraz bardziej się spieszymy.Do czego nam tak spieszno?Do coraz bardziej beznadziejnych spraw.Nie widzimy siebie nawzajem.Chcemy tylko więcej i więcej.Dlatego idąc ulicą lubię widzieć uśmiech na czyjejś twarzy.To takie piękne.Takie dodające otuchy.Ja ostatnio też się strasznie spieszę.Chyba mam za dużo na głowie.Zapisałam się na niemiecki,na kurs prawa jazdy.Staram się zacząć pisać pracę licencjacką.Tyle tego,żeby nie mieć czasu na myślenie.Kiedy wracam do domu jestem tak wykończona,że robię tylko to co trzeba-co zadane na zajęcia,jem,sprzątam i potem marzę już tylko o łóżku.Czasem kiedy zdążę pogadam z kimś na gadu-gadu.Martuś,dziękuję za to,że jesteś:* Ty wiesz o co chodzi.Mieszkam teraz z siostrą,gdyż rozpoczęła studia.Na początku były niesnaski i jeszcze nadal się zdarzają,ale mieszka nam się razem o dziwo bardzo dobrze.Ja się trochę zmieniłam,ona.Wracając jednak do samotności.Doszłam do takiego stanu,że nawet mnie zakochane pary nie drażnią na ulicy.Czuję totalną obojętność.O zgrozo,czuję jakby mnie ta sfera życia nie dotyczyła.To chore.Moja koleżanka stwierdziła,że jestem wolna od tych wszystkich myśli.Że to jest to szczęście.Nie wiem.Na pewno jestem wolna od paru ludzi związanych z moim życiem.Ale czasem czuję się,jakbym już przeżyła swoje życie.I jest to bardzo dziwne uczucie.Nigdy czegoś takiego nie czułam.Kończę studia,tzn.licencjackie i chciałabym wiedzieć co dalej.Miałam już różne plany,ale wszystko potem jakoś bledło.Zazdroszczę ludziom,którzy wiedzą co chcą w życiu robić.Ja wiem tylko co mnie interesuje.Ale co dalej?Nie wiem i mam nadzieję,że niedługo poznam odpowiedź na to pytanie.
A tymczasem oddaję się jednej z moich pasji-filmom.No i chcę znów pisać.
Dźwięk syreny za oknem.
Ja leżąca na łóżku.
Łza na poduszce.
Pustka w głowie.
Milion wspomnień.
Tym kończy się każda moja miłość?
Tym,że gdy wącham perfumy od Ciebie,robi mi się niedobrze?
Tym,że gdy czuję zapach Twoich perfum u innego mężczyzny,miękną mi kolana i kręci mi się w głowie?
Tym,że gdy patrzę na Twoje zdjęcia,nie mogę uwierzyć,że mogłeś zrobić coś takiego?
Tym,że gdy widzę zakochaną parę,podobną do nas,zastanawiam się czy jeszcze kiedyś zaznam miłości?
Tym,że boję się dotyku kogoś innego?
Tym,że będę bała się zaufać i uwierzyć gdy ktoś powie mi 'kocham Cię'...
No powiedz,dlaczego?
Poznałam go w Bułgarii.
Na chwilę,na 4 dni.
Nigdy nie zapomnę tych dni...
Był cudowny.
Urzekł mnie optymizmem,dążeniem do spełnienia marzeń,poczuciem humoru i nieśmiałością w stosunku do mnie.
Bardzo się zauroczyłam,co dawno mnie nie spotkało.
Nigdy nie zapomnę Twojej twarzy,uśmiechu i Twojego dotyku.
Nigdy Cię nie zapomnę.
Przy Tobie byłam naprawdę szczęśliwa.
Dziękuję Ci Boże za te 4 dni.
:)
Oto moje myśli podczas pobytu w Bułgarii:
Któryś z pierwszych dni:
Obserwuję parkę na basenie.Oboje są uśmiechnięci.Ona tuli sie do niego a on wyciąga ręce w jej stronę.Są szczęśliwi.
Nie wiem co czuję do własnego chłopaka.Wszystko mnnie wkurza.Zwalam to na winę tego,że jestem przed okresem,a może to brak seksu?Brakuje mi przyjaciółki,której mogłabym powiedzieć,że mam chcicę,że chciałabym żeby mnie ktoś przeleciał...
Innego dnia:
Pod ciemnymi okularami słonecznymi ukrywam swoje uczucia.
Uczucia,które nie mogą wyjść na jaw.
Zastanawiam się co mi nie pasuje we własnym chłopaku.Po prostu nie czegoś takiego oczekiwałam.Mi potrzebna jest adrenalina,żeby ciągle coś się działo.A nie jedno i to samo,bo wtedy wkrada się nuda.Może przestał mi się podobać,a może czar prysł,kiedy przyszła codzienność i rzeczywistość.
Nie jestem zakochana...
Każdego dnia wieczorem:
Jeja ile tu fajnych kolesi...:)
Dopisane:
Po powrocie zerwałam z Michałem.
Kolejne epizody w naszym życiu się kończą.
Kończymy różne znajomości.
Rozstajemy się z ludźmi.
Kończymy znajomość z kimś,kto nas zranił albo ranił cały czas,ale my na to pozwalaliśmy.
Kończymy znajomość,bo ból jest już nie do wytrzymania.
Bo mamy dość.
Bo nie wiemy kim jesteśmy i czego naprawdę chcemy.
Bo mamy dość łez.
I nigdy nie mamy tego czego chcemy.
Bo miłości po prostu nie ma…
Bo nigdy mnie nie chciałeś.
Byłam tylko zabawką…
We’ll find each other in the dark...
Nie wiem jak zacząć,bo tak długo nie pisałam..Minęło pół roku i przez ten czas wiele rzeczy się zdarzyło.
Skończyła się przyjaźń z kimś,bez kogo myślałam że nie będę potrafiła żyć.A jednak mogę i szczerze to jest mi bez niej o wiele lepiej.Bez niej jestem lepsza,pewniejsza siebie i jestem po prostu sobą.Ona zawsze chciała mnie zmieniać,ale teraz to już nieważne.Nie interesuje mnie co się z nią dzieje.Do dziś nie wiem jak mogłam tak blisko przyjaźnić się z tak pustą egoistką.A potem mieszkałam z nią prawie pół roku nieodzywając się do siebie i mijając na korytarzu..Na początku było to straszne,potem się przyzwyczaiłam i później znów stało się straszne i męczące.Na przykład kiedy jednej nocy do 6 rano hałasowała i śmiała się z jakąś dziewczyną.Na szczęście w porę się wyprowadziła,bo już miałam jej dosyć i miałam 2 miesiące świętego spokoju.Tak,ja też już wyprowadziłam się z mieszkanka,które zamieszkiwałam cały ten rok akademicki.Pewnie,że było mi smutno,ale nie aż tak jak w zeszłym roku.Przeżyłam tu wiele pięknych chwil,ale także mieszkałam w tak chorej atmosferze.I myślę,że przez to nie było mi aż tak smutno.Przewiozłam już część rzeczy na nowe mieszkanie(właściwie domek),gdyż będę teraz mieszkać z kumpelą z grupy i czterema innymi osobami.Ciekawe jak to będzie!
Skończyło się życie mojego kochanego dziadka.Dziadka,z którym niewątpliwie będzie mi się kojarzyć dzieciństwo.Wycieczki na działkę,zbieranie owoców na działce,huśtanie mnie i mojej siostry na huśtawkach,gry w karty,wspólne oglądanie telenowel,rajpaczyk(dziadek zawsze straszył mnie i moje kuzynostwo,że jak będziemy niegrzeczni dostaniemy rajpaczykiem ,ale nigdy nie dowiedzieliśmy się co to).Te rzeczy będą zawsze kojarzyć mi się z dziadkiem.Był wspaniałym,pracowitym człowiekiem.Wiem,że bardzo mnie kochał.Dlatego tak ciężko było mi patrzeć jak kończy swój żywot w szpitalu.Był już taki biedny,tak bardzo cierpiał.Na koniec tylko spojrzał na nas wszystkich ,zatrzymał się na mojej mamie i poleciała mu łza…Było widać,że mu smutno,że odchodzi,ale kiedy nastąpił bezdech,wszystko się w nim uspokoiło.Zasnął tak spokojnie,z ogromną ulgą.Nie wiedziałam czy płakać,czy cieszyć się,że przestał cierpieć.Bo strasznie cierpiał.Patrzenie na ostatnie chwile dziadka było ciężkie,jednak cieszę się,że przy nim byłam.Trzymałam go za rękę z jednej strony a z drugiej moja mama.Dziadek był taki kochany.Chcę go zapamiętać takiego jaki był kilka lat temu-zdrowy,w pełni sił,bardzo mądry i zawsze uśmiechnięty.Nigdy go nie zapomnę i zawsze będę go wspominać z taką samą czułością…
Skończył się mój ‘’drugi’’ pierwszy rok.W końcu pójdę na drugi!Sesja poszła ok,choć jeszcze jednego wyniku egzaminu nie znam.Egzaminy nie były łatwe,ale naprawdę się postarałam i dużo uczyłam.Jestem bardzo zadowolona z nowego kierunku i cieszę się bardzo z wyboru dokonanego w zeszłym roku.Tutaj jest naprawdę fajnie!
Jednak zaczęło się też coś nowego.Prawie 3 miesiące temu poznałam Michała,osobę,która odmieniła moje życie.Która nadała mu ogromny sens.Jak to bywa najczęściej w dzisiejszych czasach,poznaliśmy się na imprezie,w mieście z którego oboje pochodzimy(nawet mieszkaliśmy bardzo blisko siebie kiedyś).To ja go poderwałam.Jak się okazało, jest on dobrym kumplem mojego przyjaciela z gimnazjum.No i od czasu tamtej imprezy,która odbyła się w piątek 13tego,się spotykamy.Michał to typ porządnego faceta,ale nie za porządnego.Wiecie już pewnie o co chodzi,bo w jednej notce pisałam o tym.Wie,czego chce,a tego mi bardzo potrzeba.Dobrze mi z nim.Dba o mnie,pomaga i jest kochany.Ja od tak dawna nie miałam do czynienia z prawdziwym uczuciem(spychałam je na drugi plan,nie angażowałam się,przez co nieraz bardziej cierpiałam),że teraz jest mi ciężko się do niego przyzwyczaić.Myślałam,że to niemożliwe,że ktoś może coś do mnie poczuć.Zupełnie nie wiem dlaczego.Może dlatego,że poznawałam facetów,którzy pokazali mi tylko jak źle traktują kobiety.Później poznałam kilku,którzy byli znów za dobrzy,a czegoś takiego też nie szukałam.Nie cierpię nudy.Teraz jest inaczej.Zobaczymy jak to się potoczy.Wiem tylko,że nie chcę nic przyspieszać,tylko cieszyć się chwilą.
Choć przyznaję,że zastanawiam się czasem czy stały związek to coś dla mnie…Bo ja taka towarzyska…;)
Cieszę się,że znów piszę…